Dr Piotr Łysakowski

Strona główna / Dr Piotr Łysakowski

O Katyniu

Sprawa mordu na polskich oficerach, których zgładzono strzałem w tył głowy, ujrzała światło dzienne nagłośniona przez propagandę III Rzeszy – radio, a potem prasę w połowie 12/13 kwietnia 1943 roku. Tej koszmarnej zbrodni dokonano na podstawie tajnej decyzji Biura Politycznego Komitetu CentralnegoWszechzwiązkowej Komunistycznej Partii bolszewików podjętej i podpisanej 5 marca 1940 roku.

DECYZJA

Ławrientij Beria – Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR – skierował wtedy do Stalina notatkę oznaczoną numerem 794/B, w której to, po zdefiniowaniu, że polscy jeńcy wojenni “14.736 osób – w tym 97 proc. Polaków”, a także więźniowie przetrzymywani na terenie Zachodniej Białorusi i Ukrainy “18.632 osób, z tego 1.207 oficerów – w tym ogółem 57 proc. Polaków” są “zdeklarowanymi i nie rokującymi nadziei poprawy wrogami władzy sowieckiej“, prowadziło to konstatacji, że należy rozstrzelać 14,7 tys. jeńców i 11 tys. więźniów, bez wzywania ich do sądu, bez przedstawiania jakichkolwiek zarzutów, a także bez decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia. Rozpatrzenie ich spraw (czyli de facto wydanie wyroku śmierci na każdego ze znajdujących się na przygotowanych listach) i podejmowanie decyzji zlecono trójce w składzie: Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow, Leonid Basztakow. Wspomniana notatka podpisana była przez: StalinaWoroszyłowaMołotowa i Mikojana, oraz dopiski – “Kalinin – za, Kaganowicz – za”.

WYKONANIE

Zgodnie z jej treścią Biuro Polityczne KC WPK (b) tego samego dnia wydało decyzję nr P13/144 zgodną z zaproponowaną przez Berię treścią. Dnia14 marca 1940 r. w gabinecie wspominanego już wyżej Bogdana Kobułowa, szefa Głównego Zarządu Gospodarczego NKWD przeprowadzono zebranie, w którym wzięło udział kilkanaście osób. Byli wśród nich między innymi szefowie Zarządu NKWD obwodu smoleńskiego, kalinińskiego i charkowskiego. Wtedy to właśnie wydano polecenie przeprowadzenia mordu. Dnia 22 marca wydano rozkaz nr 00350 “O rozładowaniu więzień NKWD USRR i BSRR” – w nich właśnie większość więźniów stanowili polscy oficerowie i policjanci. Podpis pod nim złożył Ławrentij Beria. Potworna machina uruchomiona została 1 kwietnia 1940 r., kiedy to z Moskwy wyszły trzy pierwsze listy – zlecenia skierowane do obozu ostaszkowskiego. Zawierały nazwiska ponad 300 osób i były początkiem akcji “rozładowania obozów” – wymordowania Polaków.

GENEZA

Decyzja z marca 1940 roku współgrała z celami obu najeźdźców, którzy w 1939 roku zaatakowali Polskę. Gdy we wrześniu 1939 r. Stalin, po wcześniejszym zawarciu aliansu (Pakt Ribbentropp – Mołotow z sierpnia 1939 roku będący de facto kolejnym rozbiorem Polski dokonanym przez między Rosję-ZSRR i Niemcy) z Fuehrerem III Rzeszy Adolfem Hitlerem, wiarołomnie napadł na broniącą się heroicznie przed Niemcami Polskę, jednym z jego zasadniczych celów było trwałe zniszczenie polskiej państwowości we wszystkich jej wymiarach. Od pierwszych chwil agresji, obaj najeźdźcy z podziwu godną konsekwencją izolowali i zabijali ludzi będących reprezentantami grup przywódczych/elit niszczonego właśnie Państwa Polskiego.
“Szczególne względy” miała w tym względzie polska inteligencja (prawnicy, nauczyciele, lekarze, służba leśna, kolejarze, działacze niepodległościowi), w tym kadra oficerska Wojska Polskiego, Policji Państwowej i Korpusu Ochrony Pogranicza. Po agresji 17 września 1939 roku według sowieckich danych w niewoli znalazło się 10 generałów52 pułkowników72 podpułkowników5.131 oficerów4.096 podoficerów i 181.223 szeregowców. Razem w 1939 roku w rękach ZSRR znalazło sie około 250.000 wojskowych, policjantów i żołnierzy KOP. Kadrę dowódczą osadzono w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku (około 4.500 osób), Ostaszkowie (około 6.500 osób) i Starobielsku (około 3.910 osób) oraz około 7.000 osób osadzonych w więzieniach zachodnich obwodów republik: ukraińskiej i białoruskiej, tj. na wschodnich terenach Polski, włączonych w 1939 r. po „głosowaniach” do Związku Sowieckiego – wobec tych ludzi nie stosowano ani na bieżąco ani później żadnych reguł prawa międzynarodowego. Można przypuszczać, że Sowieci mając doskonałe rozpoznanie agenturalne Polski z góry planowali jej systemową eliminację. Analogicznie (zresztą jak się wydaje w porozumieniu z Sowietami właśnie) postępowali Niemcy przez siebie w okupowanej części Polski.

ZMAGANIA O PRAWDĘ

Po wprowadzeniu w życie planu Barbarossa  (“Fall Barbarossa”), czyli wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej (1941 rok) i zawarciu układu Sikorski – Majski, który normalizował stosunki między RP a ZSRR (lato 1941 roku) władze na Kremlu nie przekazały stronie Polskiej – pomimo usilnych starań – ani ludzi, których poszukiwano, ani jakichkolwiek informacji w ich sprawie. Przypomnijmy, że chodziło o prawie 20 tysięcy poszukiwanych oficerów i podoficerów, którzy potrzebni byli do tworzonej wtedy w ZSRR Armii Polskiej. Odnalazło się z tej liczby zaledwieokoło 400 jeńców. W prowadzonych z Sowietami rozmowach poruszano stale fakt, że liczba polskich jeńców znajdujących się w niewoli nie pozostaje w żadnej korelacji do przybliżonych obliczeń i wiedzy strony polskiej oraz wyjściowego stanu faktycznego. Dotyczyło to szczególnie kadry oficerskiej. Rozmowy i poszukiwania trwały cały rok – do lata 1942. Równolegle do tych rozmów Polska rozpoczęła poszukiwania „zaginionych” na własną rękę. Powstało specjalne biuro poszukiwań kierowane przez rotmistrza Józefa Czapskiego, wcześniejszego więźnia Starobielska, który cudem ocalał z „rozładowania” obozu. Zebrane dokumenty i relacje nie pozostawiały, w zasadzie, najmniejszych wątpliwości co do losu poszukiwanych. Brak było jedynie namacalnych dowodów.

W kontekście i atmosferze ciągłych kłamstw sowieckich (na przykład Wiaczesław Mołotow w oficjalnej nocie z dnia 8 listopada 1941 roku twierdził:
“[…] wszyscy obywatele polscy, którzy byli pozbawieni wolności, jako jeńcy wojenni […] są zwolnieni, przy czym określonym kategoriom zwolnionych i jeńców wojennych, władze sowieckie udzieliły pomocy materialnej“,

zaś Stalin twierdził, że na przykład niektórzy z poszukiwanych pouciekali za granicę – oto fragment rozmowy generałów Sikorskiego i Andersa ze Stalinem właśnie:
Sikorski  – Ci ludzie znajdują się tutaj, nikt z nich nie wrócił
Stalin – To niemożliwe. Oni uciekli
Anders – Dokądże mogli uciec?
Stalin – No do Mandżurii.

Nie można było sprawy upublicznić. Kłamstwa te powtarzano potem jeszcze publicznie wielokrotnie. Raz tylko wymknęło się Mierkułowowi (pierwszemu zastępcy Ławrentija Berii) w rozmowie z Zygmuntem Berlingiem (jesień 1940 roku), gdy ten cieszył się, że: “[…] mamy świetne kadry dla Armii w obozach Starobielska i Kozielska […]” zdanie, które pokazywało ponura prawdę: “[…] Nie ci to nie. Zrobiliśmy z nimi wielką pomyłkę” (cytaty za “Zbrodnia Katyńska w świetle dokumentów”, przedm.Wł. Anders, wyd. ósme, Londyn1980).
Jaka to była „pomyłka” okazało się, jak już wyżej zauważyliśmy, wczesną wiosną 1943 roku choć de facto miejsce, w którym znajdowały się masowe groby w Katyniu (Kozie Góry) zostało odkryte przez polskich robotników z Bauzugu nr 2005 w lecie 1942 roku. Po otrzymaniu od miejscowej ludności informacji o miejscu kaźni NKWD przeprowadzili akcję poszukiwawczą i po odkryciu zwłok ubranych w polskie uniformy poinformowali oni o tym niemieckie władze wojskowe. Te początkowo, co dziwne, nie wykazały sprawą szczególnego zainteresowania. Wzrosło ono z końcem zimy 1942 -1943 roku. Ekshumacje rozpoczęto 18.02.1943 roku, do 13.04 wydobyto ponad 400 zwłok pomordowanych. W nocy 12/13 kwietnia 1943 roku radio w stolicy III Rzeszy podało komunikat o odnalezieniu w lesie katyńskim zwłok 12.000 polskich wojskowych (początkowo mówiono o minimum 10.000 zwłok podnosząc z biegiem czasu te dane do około 12.000 ofiar). Niemcy doskonale zdawali sobie sprawę z liczby zwłok jakie mogą znaleźć w Kozich Górach, chcieli jednak szybko „zamknąć” sprawę i dla tego miast realnych danych podali zawyżone. Tę samą metodę, w swojej kontrakcji, przyjęli potem Rosjanie – umieszczenie bowiem wszystkich „zaginionych” w Katyniu pozwalało unikać pytań o pozostałych i inne miejsca kaźni, które jak się okazuje (i co było do przewidzenia) kryły także inne niż polskie ofiary zbrodni komunistycznych.

Niemcy starali się wykorzystać ujawnione fakty na płaszczyźnie propagandowej, zapraszając 16.04.1943 do uczestnictwa w ekshumacji i badaniach przedstawicieli Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, społeczeństwa polskiego z okupowanego Generalnego Gubernatorstwa, a także jeńców wojennych w tym Polaków. Próby te doskonale odczytywała polska opinia publiczna i agendy Rządu Polskiego na wychodźstwie i Polskiego Państwa Podziemnego. Znajdujący się w Instytucie Sikorskiego dokument/tajna notatka (Kolekcja Katyńska J. Czapskiego sygn. Kol. 12/1/A/7) przesłany z kraju do Londynu tak definiował cele niemieckiej propagandy katyńskiej:
“[…] a) wykorzystać istniejącą wśród Polaków obawę przed komunizmem dla zaszczepienia w ich świadomości idei, że Niemcy bronią Zachodu (…) także Polski,
b) ograniczyć i sparaliżować poczynania komunistyczne na ziemiach Polski,
c) utrudnić położenie polskiego rządu i rozbić spoistość koalicji antyhitlerowskiej,
d) zdyskredytować rząd RP w Londynie w oczach społeczeństwa, a przez to umożliwić przejście „rządu dusz” w ręce współpracujących z okupantem „czynników krajowych”,
e) stworzyć pomyślne warunki dla werbunku siły roboczej w GG do pracy w Rzeszy,
f) oraz uzasadnić dokonujący się właśnie Holokaust na ludności żydowskiej przedstawieniem zbrodni katyńskiej jako dzieła sowieckich Żydów
“.

W powstałej sytuacji Rząd Polski wystąpił 17.04.1943 roku do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie sprawy. Po niespełna tygodniu MCK poinformował, że gotowy jest do działania z tym jednak, że postawił następujący warunek: elementem niezbędnym do wszczęcia działań było zwrócenie się doń wszystkich zainteresowanych stron. Brano więc także pod uwagę sprawcę mordu, czyli Związek Sowiecki. Faktycznie Stalin otrzymywał więc możliwość zablokowania wszelkich działań prowadzonych pod egidą MCK, które zmierzałyby do odkrycia prawdy o zbrodni.  Tę sytuację postanowili wykorzystać Niemcy, tworząc międzynarodową komisję złożoną z 12 osób pochodzących z krajów zależnych od III Rzeszy i 1 osoby z neutralnej Szwajcarii. Przebywała ona w Katyniu od 28 do 30 kwietnia 1943 roku. W efekcie niemieckiej presji, ale równocześnie częściowo za wiedzą i zgodą rządu i władz podziemnych do Katynia udało się też kilkunastu Polaków w tym pisarze: Ferdynand GoetelJózef MackiewiczJan Emil Skiwski, a także dr Marian Wodziński związany z PCK i Radą Główną Opiekuńczą (RGO). Ze strony Kościoła w Katyniu znalazł się ks. Stanisław Jasiński, który był kanonikiem krakowskiej kapituły katedralnej.
Do dnia 3.06.1943 roku dokonano ekshumacji w ośmiu masowych grobach. Wydobyto przy tym ponad 4100 zwłok dokonując „przy okazji” (dr Wodziński) około 2800 identyfikacji (między innymi zidentyfikowano ciała generałów – Bohatyrewicza i Smorawińskiego, których następnie pogrzebano w oddzielnych grobach). Prace ekshumacyjne dokumentowano, definiując sposób dokonania mordu, rodzaj stosowanej broni, metody obezwładniania jeńców przed egzekucją. W trakcie prac stwierdzono stosowanie przez oprawców amunicji niemieckiej kaliber 7,65(produkowana była przez firmę „Gustav Genschow et Com.” w Durlach opodal Karlsruhe w Badenii Wirtembergii). Fakt ten używany był przez Sowietów na potwierdzenie ich niewinności w sprawie. Ci nie wspominali jednak, przy tej okazji, ze sowieckie jednostki operacyjne używały tej właśnie amunicji i niemieckiej broni ze względu na to, że posiadały jej sporo w swoich składach i była ona ,w przeciwieństwie do ich własnej, niezawodna. Przy ekshumowanych zwłokach znaleziono liczną korespondencję z rodzinami, która kończyła się na wiosną 1940 roku, oraz sowieckie gazety z marca, kwietnia i maja 1940 roku. Czas dokonania zbrodni ustalono także na podstawie wieku zasadzonych na mogiłach drzew oraz anatomopatologicznych złogów powstających w ciałach zamordowanych. Dnia  3 czerwca  zaprzestano prac ekshumacyjnych.

MORD W KATYNIU

Z ówczesnych i najnowszych ustaleń wynikało i wynika co następuje: w Katyniu pod Smoleńskiem w ośrodku wypoczynkowym NKWD (Kozie Góry) wymordowano 4.410 jeńców z obozu kozielskiego, przy czym prawdopodobnie (mniejszą) część skazanych zabito w Smoleńsku, w siedzibie obwodowego NKWD na ul. Dzierżyńskiego 13. Grupy jeńców z obozu składające się z 50 do 344 osób były organizowane od 3 kwietnia do 12 maja 1940 roku i transportowane na miejsce kaźni pociągami a potem z Gniazdowa autobusami. Mordowani byli oni nad przygotowanymi grobami – młodym i silniejszym osobom, które mogły stawiać opór zarzucano na głowę płaszcze i wiązano ręce sznurem, często oplatając nim także szyję ofiary, po czym wszystkich zabijano strzałem w tył głowy. Ciała niektórych ofiar nosiły ślady przekłuć czworokątnymi sowieckimi bagnetami co mogło wskazywać na próby oporu z ich strony. Wszyscy chowani byli na miejscu w odkrytych zbiorowych mogiłach. Wśród ofiar byli między innymi: kontradmirał Ksawery Czernickigenerałowie Bronisław BohatyrewiczHenryk Minkiewicz i Mieczysław Smorawiński, a także jedyna kobieta – podporucznik. Janina Lewandowska (córka generała Józefa Dowbora Muśnickiego).
Bezpośrednimi sprawcami mordu mieli być pracownicy smoleńskiego aparatu NKWD: Gribow, Gwozdowskij, Stielmach, Silczienkow.

MORD W CHARKOWIE

Mord w Charkowie, pl. Dzierżyńskiego 3 – siedziba obwodowego NKWD
Zabito tam 3.739 jeńców z obozu starobielskiego. Konwoje z obozu były organizowane od 5 kwietnia do12 maja 1940 roku. Zamordowani zostali w tym miejscu generałowie Leon BillewiczStanisław HallerAleksander KowalewskiKazimierz Orlik-ŁukoskiKonstanty PlisowskiFranciszek SikorskiLeonard Skierski i Piotr Skuratowicz. Następnie pochowani zostali w mogiłach pod Charkowem, w odległości 1,5 km od wioski Piatichatki. Skazanych dostarczano wagonami do Charkowa, i potem samochodami do wewnętrznego więzienia NKWD. Po sprawdzeniu personaliów jeńcom, podobnie jak w Katyniu wiązano z tyłu ręce i w specjalnie przygotowanym pomieszczeniu strzałem w tył głowy kark mordowano. Ciała zabitych z zawiązanymi na głowie płaszczami były w wywożone nocą ciężarówkami i grzebane.
Egzekucjami kierowali naczelnik charkowskiego NKWD major Safonow, jego zastępca kapitan Tichonow, komendant charkowskiego NKWD starszy lejtnant Kuprin (Niemcy w swych dokumentach wymieniają nazwisko Kuprianow).

MORD W KALININIE (TWERZE)

Mord w Kalininnie (obecnie Twer) ul. Sowiecka 5 – siedziba obwodowego NKWD
Tu zabito 6.314 jeńców z obozu ostaszkowskiego. Transporty z obozu były organizowane od 4 kwietnia do 16 maja 1940 ROKU. Ofiary pochowane zostały pod Kalininem w Miednoje w około 20 zbiorowych mogiłach. Konwoje jeńców były doprowadzane pieszo po zamarzniętym jeszcze jeziorze Seliger do miejscowości Tupik (dziś Spławucziastok) i stacji kolejowej Soroga, dalej wagonami trafiały do Kalinina, do siedziby NKWD. W pomieszczeniu piwnicznym sprawnie identyfikowano każdego z dostarczonych jeńców (ta scena dobrze pokazana jest w filmie Andrzeja Wajdy “Katyń”), po czym skutego doprowadzano do specjalnie przygotowanej, wyciszonej, celi. Podobnie jak innych przypadkach strzałem z niemieckiego pistoletu „Walther” mordowano. Zwłoki wynoszono na oczekujące ciężarówki, i wywożono do odległej o 32 km miejscowości Miednoje nad rzeką Twiercą. Tam na terenie NKWD, na skraju lasu znajdował się dół o głębokości 4-6 m, mogący pomieścić ponad 200 zwłok.
Według zeznań złożonych na przełomie lat 80/90 ubiegłego stulecia byłego naczelnika kalinińskiego NKWD Tokariewa do przeprowadzenia zbrodni została przysłana grupa, w skład której weszli m.in. major Siniegubow, kombryg Kriwienko, major Błochin, którego zeznający określał jako „kata” ubranego w skórzany fartuch, rękawice i czapkę. Według niesprawdzonych informacji Błochin zamordował Izaaka Babla, Wsiewołoda Meyerholda, Michaiła Kolcowa, a ogólna liczba ofiar jaką mu się przypisuje wynosi kilkadziesiąt tysięcy osób.

MORD W BYKOWNI I KUROPATACH

Nie opisano jeszcze dokładnie bo i nie do końca zbadano miejsca zbrodni w Bykowni i Kuropatach. Masowy mord ominął jedynie 395 jeńców wywiezionych z trzech obozów specjalnych do obozu juchnowskiego, a potem do griazowieckiego.

POSTAWA SOWIETÓW WOBEC PRAWDY O KATYNIU

Radio w Moskwie (15.04.1943) reagując na niemieckie informacje o Katyniu i “Prawda” (dwa dni później) poinformowały o stanowisku rządu sowieckiego w odniesieniu do sprawy, który odrzucając oskarżenia, obwiniał o popełnienie zbrodni Niemców. Polscy jeńcy z Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska mieli być, według Rosjan, na wiosnę 1940 r. przeniesieni bez prawa (co istotne) do korespondencji do trzech obozów następujących pracy: nr 1-ON, 2-ON, 3-ON w okolicy Smoleńska, a po zajęciu tego obszaru przez Niemców w roku 1941 zostali przez nich zamordowani jesienią tego roku. Fakt zwrócenia się Rządu Polskiego do MCK organ sowieckiego KC “Prawda” komentował określając Polaków jako sojuszników Hitlera (bardzo to podobne do akcji rozpętanej ostatnio przez propagandę Federacji Rosyjskiej w odniesieniu do rocznicy 1 września i Polski). Była to „przygrywka” do akcji jaka nastąpiła z dnia 25 na 26 kwietnia 1943 roku. Polski Ambasador przy w ZSRR Tadeusz Romer otrzymał notę o zerwaniu stosunków między oboma państwami. Brytyjskie Mimisterstwo Spraw Zagranicznych poinformowało o tym swój amerykański odpowiednik tajną depeszą, twierdząc, że w jego przekonaniu winni zbrodni są Sowieci. Po wypędzeniu Niemców ze Smoleńszczyzny Sowieci powołali nową komisję, która wkrótce rozpocęzła prace jako “Specjalna Komisja ds. Ustalenia i Przeprowadzenia Śledztwa Okoliczności Rozstrzelania w Lesie Katyńskim Polskich Jeńców Wojennych przez Niemiecko-Faszystowskich Najeźdźców“. Jej pracami kierował profesor Nikołaj Burdenko. Nie było w jej składzie nikogo z innych krajów niż ZSRR.W czasie ekshumacyjnych prac “Komisji Burdenki” prawdopodobnie manipulowano przy ciałach z nienaruszonego masowego grobu w Kozich Górach (miało to miejsce w styczniu 1944 roku.) Efektem tego była konkluzja zgodnie, z którą zbrodni mieli dokonać Niemcy. Jej ustalenia powtarzały liczbę 11 000 oficerów pomordowanych przez Wehrmacht w Kozich Górach, oraz wspominaną wyżej wersję o trzech obozach. Jako na bezpośrednich winnych wskazywano na roku 537 batalion saperski Wehrmachtu dowodzony przez pułkownika Ahrensa, który miał dokonać mordu na Polakach w sierpniu-wrześniu 1941 roku. Kwestia mordu katyńskiego została poruszona także podczas procesu w Norymberdze na szczególne życzenie Sowietów (prokurator radziecki Rudenko wprowadził na wokandę oskarżenie o ludobójstwo 11 000 polskich oficerów w lesie katyńskim). Sprawa jednak, po zeznaniach niemieckich świadków, została przemilczana w wyrokach jako nie dająca się udowodnić. Niemcy pozostali (zgodnie z prawdą) de facto oczyszczeni z zarzutu jej popełnienia. Sojusznicy zachodni Rzeczpospolitej, która pozostawała w konflikcie Sowietami stali obok, lub w zasadzie nawet po stronie morderców polskich oficerów. Od prawdy ważniejszy był bowiem sojusz z ZSRR, który miał przynieść zwycięstwo nad III Rzeszą. Zasadniczo doradzano Polakom „wstrzemięźliwość i umiar”.

Marian Hemar pisał o tym w pełnych sarkazmu słowach w wierszu zatytułowanym “Racja Stanu“:

Kiedy w Katyniu ziemia na światło wydała
mierzwę trupów – pobite, porzucone ciała…
Jak skwapliwie pyskali nasi politycy,
Realni demokraci, trzeźwi anglofile,
Żeby nie mówić o byle mogile…
Żeby nie robić gwałtu z jednego Katania…
Bo pan Goebbels o Katyń sowity obwinia –
Więc jak nam demokratom, popierać Goebbelsa ?
Jak – za Goebbelsem – Rosję oskarżać przed światem ?
Jak nam Anglię przed takim stawiać dylematem ?
Szyki psuć Churchillowi ? Drażnić pana Wellsa ?
A jeszcze kto napisze: „Polacy faszyści!
Basują Goebbelsowi z wspólnej nienawiści
Do sowieckiego raju…ręka rękę myje

Tylko nieliczni politycy, naukowcy i dziennikarze tacy jak na przykład: Geoffrey Potocki de Montalk (Katyn Manifesto), brytyjski ambasador przy Polskim Rządzie w Londynie sir Owen O’Malley (jego raport stwierdzający, że winni są Sowieci przekazano w czerwcu 1943 roku najważniejszym osobom w Zjednoczonym Królestwie), usiłowali dociec i głośno powiedzieć kim byli oprawcy z Katynia. Nie było to łatwe. W Stanach Zjednoczonych przez długi czas ze względów pragmatycznych akceptowano sowieckie kłamstwa. Klasycznym przykładem zakłamywania kwestii katyńskiej jest tu przypadek pułkownika van Vlieta, który w 1943 roku jako jeniec niemiecki znalazł się w Katyniu. Po uwolnieniu złożył na ręce generała Bissella raport o sprawie, który to generał wydał rozkaz, by dokument otrzymał klauzulę “ściśle tajne”, prawdopodobnie znalazła się tam też sugestia, by dokument zniszczyć. Van Vliet odtwarzał później tezy raportu podczas zeznań dla komisji Senatu USA prowadzącej śledztwo w kwestii mordu katyńskiego w 1952 roku (badanie sprawy rozpoczęto 22 grudnia1952 w efekcie starań Kongresu Polonii Amerykańskiej). Po pewnym czasie zmieniła swą opinię i zeznania także Kathleen Harriman dziennikarka, która początkowo twierdziła, że “Katyń to niemiecka robota” (co było nagłaśniane przez komunistyczną propagandę – jej zmieniona opinia już nie przebijała się na łamy prasy i nie pojawiała się wśród szerokiej opinii publicznej).

Także w Polsce Ludowej udawano, że bada się „sprawę”. Wiosną 1945 roku na polecenie ówczesnego ministra sprawiedliwości w rządzie „nowej Polski” Henryka Świątkowskiego rozpoczęto śledztwo dotyczące zbrodni popełnionej na polskich oficerach w Katyniu. Jego prowadzenie powierzono prokuratorowi Romanowi Martiniemu. Śledztwo trwało około roku. Martiniego zamordowano 30.03.1946 roku. Mordercami byłą dwójka młodych ludzi pozostających prawdopodobnie na służbie UB. W założeniu władz katyńskie śledztwo miało wykazać winę Niemców. Jednakże za sprawą Martiniego „poszło w niewłaściwym kierunku”, a mianowicie udowodnienia prawdy – czyli winy Sowietów. Mogło stać się to przyczyną jego śmierci. Zakłamana wersja zdarzeń była utrzymywana w obiegu społecznym zarówno w ZSRR (do tej pory zresztą pojawiają się w gazetach i publikacjach wydawanych na terenie Federacji Rosyjskiej opinie kwestionujące winę ZSRR w tej kwestii – jednym z głównych zwolenników tej teorii jest Jurij Muchin) jak i PRL praktycznie do 1990 roku. Pamiętajmy, że „kłamstwo katyńskie” było jednym z kamieni węgielnych „kłamstwa założycielskiego” Polski Ludowej. Za rozpowszechnianie wiedzy „o Katyniu” i posiadanie książek o zbrodni można było iść do więzienia (takie przypadki zdarzyły się po raz ostatni w końcu lat pięćdziesiątych). Niszczono i ścigano też wszelkie wzmianki o kwestii katyńskiej pojawiające się w prasie, wydawnictwach naukowych, nekrologach, na nagrobkach. Głośna była sprawa „kradzieży przez nieznanych sprawców” pomnika katyńskiego wystawionego „nielegalnie” na Powązkach w „Dolince Katyńskiej” w roku 1981. Historiografia Polski Ludowej od początku do lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia albo konsekwentnie kłamała albo (w przypadku uczciwych badaczy) milczała w tej sprawie. „Katyń” omawiano szeroko na emigracji – Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej rezydujący na w Londynie Stanisław Ostrowski nadał dnia 11 listopada 1976 roku specjalnym dekretem, Krzyż Virtuti Militari (nr 14384) Polakom wymordowanym w Katyniu i nieopisanych jeszcze wtedy miejscach kaźni – „w podziemiu”.

W kraju dopiero „wiosna Solidarności” i przełom roku 1989 pozwoliły na wyartykułowanie prawdy o sprawie co w połączeniu z wolą (częściową i już nieistniejącą) rozwiązania po stronie rosyjskiej pozwoliło na ujawnienie części prawdy. Rosjanie dnia 13 kwietnia 1990 roku przekazali (M. Gorbaczow na ręce W. Jaruzelskiego) pochodzące z radzieckich archiwów dokumenty dotyczące zbrodni katyńskiej i po raz pierwszy przyznali się oficjalnie że to oni dokonali mordu. Następnego dnia w oświadczeniu agencji informacyjnej TASS poinformowano, że winę za zbrodnię katyńską ponosi ZSRR, i przedstawiciele jego organów bezpieczeństwa w tym szczególnie Ławrentij Beria. Charakterystyczne przy tym jest to, że w tym samym czasie Gorbaczow rozporządzeniem nr RP-979 wydanym 3.11.1990 r. (punkt 9) zlecił Rosyjskiej Akademii Nauk znalezienie faktów i zdarzeń z historii, które obciążałyby Polskę wobec Rosji i mogących stanowić przeciwwagę dla zbrodni i winy ZSRR – miał to być swoisty „anty-Katyń”. W październiku 1992 roku na polecenie wydane przez Prezydenta Jelcyna, Rudolf Pichoja, naczelny archiwista państwowy Rosji, przekazał Lechowi Wałęsie kopie akt z teczki specjalnej nr 1. Dokumenty zostały opublikowane w 1992 roku w Polsce w zbiorze “Katyń. Dokumenty ludobójstwa“, a w Rosji w pierwszym numerze za rok 1993 miesięcznika “Woprosy istorii”. Trzeba też zauważyć, że mord w Katyniu (i określonych później pozostałych miejscach kaźni Polaków) nie był w historii ZSRR zdarzeniem szczególnym – w latach 1937/38 wymordowano w podobny sposób jak w Katyniu około 70 tysięcy Polaków mieszkających w tym kraju. W ostatnim czasie prokuratura Federacji Rosyjskiej odmówiła uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię ludobójstwa.

dr Piotr Łysakowski

dr nauk humanistycznych, historyk, specjalista historii Niemiec i stosunków polsko-niemiecko-rosyjskich.